Życzy Ivana
poniedziałek, 21 grudnia 2015
wtorek, 15 grudnia 2015
Słowiański napój,czyli coś o ukraińskim kwasie chlebowym;;-)
Przeszłość lubi o sobie przypominać nawet wtedy, gdy o niej nie pamiętamy lub też jej nie znamy. O tej życiowej zasadzie przypomniałam sobie tego lata, gdy moja mama poczęstowała mnie pewnym słowiańskim napojem zwanym ukraińskim kwasem chlebowym. Mimochodem dowiedziałam się, że ten pyszny napój robiła już moja prababcia od strony matki a także mój dziadek.;-) Napój jest pyszny niemal uzależniający, bo piłabym go ciągle opróżniając kilka butelek naraz.;-)
A teraz podam Wam trochę informacji o tym pysznym napoju;-)
Kwas Chlebowy pojawił się ponad 900 lat temu na terenach
należących do pradawnych Słowian, przez wieki był uznawany za najlepszy sposób
na ugaszenie pragnienia.Do dziś popularny jest w Rosji i na Ukrainie.
Jednak w Polsce ten napój znany jest bardziej, jako
podpiwek. Wiele osób myli te dwa napoje używając ich nazw zamiennie. Jest to
spowodowane tym ,że czasami niewiele różnią się między sobą w smaku. Aby nie mylić tych dwóch napojów warto
wiedzieć ,że kwas chlebowy jest zrobiony
z chleba razowego a podpiwek z mąki .
Napój ten ma wiele walorów zdrowotnych,
dlatego jego picie jest bardzo wskazane dla osób, które borykają się z różnymi dolegliwościami.
O to jego zalety;
- Wzmacnia układ odpornościowy- osoby pijące regularnie kwas chlebowy 3 razy rzadziej zapadają na grypę
- Działa stymulująco na wzrost i rozwój organizmu
- Wpływa pozytywnie na przeminę materii i wspomaga trawienie
- Wspomaga układ sercowo- naczyniowy (zapobieganie chorobom krążenia)
- Wpływa pozytywnie na kondycje skóry .
- Wspomaga leczenie dolegliwości, takich chorób jak: astma, osteoporoza, stwardnienie tętnic, schorzenia jelit, cukrzyca, choroba Parkinsona, hemoroidy, prostata, nowotwory, grzybica, klimakterium, stwardnienie rozsiane, zapalenie stawów, bóle mięśni, migreny oraz alergie.
W dawnych czasach każda rodzina posiadała własny sposób produkcji,
oraz recepturę, którą przekazywano z pokolenia na pokolenie. Ja niestety nie
znam przepisu na swój rodzinny kwas chlebowy, dlatego też wklejam wam przepis z
Internetu najprostszy i najmniej czasochłonny, jaki znalazłam;)
Składniki;
- 25 dag czerstwego żytniego chleba razowego
- 2 dag drożdży
- 4 litry wody
- 1 cytryna
- 1 i 1/2 szklanki cukru
- 4 rodzynki
Sposób przygotowania;
- Chleb do przygotowania kwasu musi być całkowicie naturalny - czyli upieczony na zakwasie bez żadnych chemicznych dodatków.
- Czerstwy chleb pokrój na kromki, ułóż na blasze i wstaw do nagrzanego piekarnika do 180 stopni na 3-5 minut, aż nabierze głębokiego, brązowego koloru i będzie lekko przypalony na brzegach.
- Chleb przełóż do dużego naczynia, zalej wrzącą wodą, odstaw na kilka godzin.
- Całkowicie wystudzony płyn przecedź przez kilka warstw gazy, dodaj cukier, roztarte z cukrem droższe oraz wyciśnięty sok z cytryny. Dokładnie wymieszaj, odstaw na 24 godziny w temperaturze pokojowej.
- Kwas przelej do butelek, do każdej włóż po rodzynce, butelki zamknij i wstaw do chłodnego pomieszczenia. Jest dobry już 2-3 dniach. Można go przechowywać przez kilka tygodni w szczelnie zamkniętych butelkach.
A teraz mam małą uwagę najbardziej zasmakował mi Kwas
chlebowy ukraińskiej firmy Obolon, chociaż ich podpiwka bym nie polecała, bowiem
w recepturze podpiwka tej firmy znajduje się syrop glukozowo - fruktozowy,
który nie jest zdrowy, sprzyja tyciu i różnym chorobom.
Z powodu popularności tego napoju różne firmy dodają różne chemikalia, więc musicie patrzeć na skład danego napoju, bo kwas chlebowy kwasowi chlebowemu nierówny. Najzdrowszy kwas chlebowy to kwas zrobiony przez nas samych.
Z powodu popularności tego napoju różne firmy dodają różne chemikalia, więc musicie patrzeć na skład danego napoju, bo kwas chlebowy kwasowi chlebowemu nierówny. Najzdrowszy kwas chlebowy to kwas zrobiony przez nas samych.
:
czwartek, 26 listopada 2015
Rosyjskie piosenki ...
Rosja jest krajem specyficznym, dlatego bardzo mało Polaków
wyjeżdża do Rosji w celach turystycznych. Wybieramy kraje zachodnie a co
niektórzy arabskie. Rosja, mimo że jest naszym sąsiadem jest nam emocjonalnie odległa. Większość Polaków nie interesuje się kulturą rosyjską czy też językiem. Język rosyjski, jego brzmienie
wydaję się hm śmieszne, chociaż niektórzy twierdzą, że ten język jest melodyjny.
Nie dziwię się temu, bowiem sama swoje myśli, marzenia,
dążenia czy plany zawsze kierowałam ku krajom zachodnim szczególnie Francji a
także Włochom, Hiszpanii a ostatnio krajom Ameryki Łacińskiej.
Dziś jednak postanowiłam skierować swój wzrok na wschód i podać Wam parę fajnych piosenek w języku rosyjskim mi się one spodobały i mam nadzieję ,że i Wam także…
Игорь Корнелюк — Город, которого нет
Ночь и тишина, данная навек,
Дождь, а может
быть, падает снег,
Всё равно,
бесконечно надеждой согрет,
Я вдали вижу
город, которого нет.
Где легко найти страннику приют,
Где наверняка
помнят и ждут,
День за днём, то
теряя, то путая след,
Я иду в этот
город, которого нет.
Там для меня горит очаг,
Как вечный знак
забытых истин,
Мне до него
последний шаг,
И этот шаг длиннее
жизни.
Tату нас не догонят
Hочь- проводник, спрячь наши тени
За облака, за облаками.
Hас не найдут, нас не изменят,
Им не достать звёзды руками.
Свобода- Ария (Кипелов)
Надо мною - тишина,
Небо, полное
дождя,
Дождь проходит
сквозь меня,
Но боли больше
нет.
Под холодный шепот
звезд
Мы сожгли
последний мост
И все в бездну
сорвалось,
Свободным стану я
От зла и от добра,
Моя душа была на
лезвии ножа.
Я свободен, словно птица в небесах
Я свободен, я
забыл, что значит страх,
Я свободен - с
диким ветром наравне
Я свободен наяву,
а не во сне!
Miłego słuchania ;-)
sobota, 21 listopada 2015
Polski kosmopolityzm...
Tegoroczne Święto Niepodległości odbyło się spokojnie bez
podpaleń i niszczenia mienia publicznego jak bywało w latach poprzednich,
chociaż incydenty się zdarzały. To jak
wygląda współczesny patriotyzm wiemy wszyscy, choć każdy z nas ma na pewno inne
zdanie na ten temat. Ja jednak chciałam poruszyć temat trochę inny dotyczący bardziej
polskiego kosmopolityzmu.
Niedawne
słowa polskiej pisarki Olgi Tokarczuk wywołały fale oburzenia i ogromnej krytyki.
Pisarka wyraziła się negatywnie o Polsce i Polakach twierdząc, ze Polacy byli
kolonizatorami, właścicielami niewolników i mordercami Żydów itp. Nie będę komentowała
tych słów, ale zastanowiły mnie one czy w niektórych Polakach nie dominuje kosmopolityzm
i pewnego rodzaju, jeśli nie pogarda to pewien rodzaj obojętności w stosunku do
Polski.
Wkleję Wam pewien list jednej z bohaterek książki Eugenii
Żmijewskiej Płomyk,,Z pamiętnika instytutki". Autorka tego listu Albina Zapolska
jest absolwentką rosyjskiego Instytutu Maryjskiego w Warszawie. Instytut Maryjski
był rosyjską szkołą średnią dla mieszczan i szlachcianek w XIX wieku.
Ciekawa jestem jak odbierzecie słowa Albiny Zapolskiej i czy wielu
Polaków zgodziłoby się z treścią jej listu wszak jeszcze niedawno niektórzy uważali,
że Polska bez Rosji sobie nie poradzi, … Co o tym myślicie?
List Albiny Zapolskiej do Koleżanki z Instytutu Adeli
Żalińskiej
„Ty ani najmniejszego pojęcia nie masz, jakie
to było rozkoszne! My wszystkie z naszej klasy biało ubrane, ta w muśliny, ta w
tiule, ta w jedwab. Ja miałam suknię grenadinową ze ślicznym błyskiem, ogon i
decollete, a wiesz, u mnie biust mramorny — niedarmo Lew Iwanowicz tak chwalił,
pamiętasz, tej nocy okropnej.
Uczesałam
się do góry, włosy nie zaplecione, lecz skręcone. No, bez chwalby mogę
powiedzieć, że byłam ładna — prawie taka jak Kisielewska, tylko, że ona
błondinka, a ja briunetka. To jeszcze większa sztuka, jeżeli biała — prawda?
Na
akt uroczysty przyjechał znowu Wielki Książę. To prawdziwy zaszczyt dla naszego
Instituta. On przyjechał aż z zagranicy specialno. A taki krasawiec! I wyobraź
sobie, moja ty droga, że nie tak jak w przeszłym roku na mnie nul uwagi. I
owszem, ze wszystkich panien on ze mną najdłużej rozmawiał. Pytał, gdzie ja
mieszkam? Czy mnie żal wychodzić z Instituta? Ja jemu odpowiedziałam, że chcę
zostać pepinierką, a on do mnie:
— Nu,
tak my zobaczymy się w przyszłym roku.
Tyle
on do mnie powiedział. Pamiętam każde słowo. Takie szczęście! Mnie wszyscy
zazdroszczą, i pomyśl, ja nie straciłam się,
jak on do mnie przemawiał. Skąd mi się wzięła taka śmiałość?
Odpowiadałam jemu z początku głosem cieniutkim, ale potem zupełnie dobrze i
nawet patrzyłam jemu w oczy. Ma śliczne, kare. Chciałoby się patrzeć i patrzeć.
On własną ręką przypiął szifr Szachowej,
strasznie jej zazdrościłam. Wernik dostała nagrodę, ale była bardzo smutna, bo
jej się szifr a koniecznie chciało; ale niech będzie kontanta i z nagrody.
Skończyło z naszej klasy tylko cztery Polki: ja, Józefska, Daminowska i
Bradzińska. Pamiętasz, nas było piętnaście w zeszłym roku, ale wypędzili Łatkiewicz
i ciebie, a potem przez ciebie te cztery, co podpisały głupi adres; zostało
patem dziewięć, ale z tych pięć rodzice odebrali jeszcze na początku roku,
przed Bożym Narodzeniem. Ja mam bardzo dobry patent i dostałabym nawet list
pochwalny, gdyby nie to, że myślę o kawalerach więcej jak o książce. U mnie
zdolności są, a ochoty mało. Józefska ma z nas czterech najgorszy patent, bo
nie nabrała rozumu i czasem wygaduje głupstwa, i to dochodzi do naczalstwa.
Po
akcie poszli my, kończące, do przełożonej i tam było dla nas śniadanie, i Jego
Wysoczestwo z nami siedział przy jednym stole. Ja myślałam, że zwariuję ze
szczęścia. Póki jedli, rozmawiał z naczalstwem, ale potem zrobił się cercle i
do każdej przemówił słówko. Jaki on ma śliczny głos! A naturalny, nie napuszcza
na siebie wielkości. Zapominasz, że on Wysoczestwo, i mówisz jak do zwyczajnego
człowieka.
Nie
myśl, że już na tym koniec. Gdzie tam! On nas jeszcze zaprosił z damami do
Belwederu na podwieczorek. A tam, to nawet nie potrafię opisać, jak było. Ugaszczał
nas jak prawdziwych gości. Byli jego adiutanci i dużo oficerów. My chodzili z
nimi po ogrodzie. Do mnie przystał jeden gwardiejec, huzar. Pamiętasz, jak ja
chciałam poznać gwardiejca?
No i
spełniło się. Nie tylko poznałam, ale zachwyciłam go. Nie odstępował i bardzo
chwalił Polki, że takich krasawic na świecie nie ma, tylko że one niedostupne i
gordo się trzymają, ale za to jak która dobra, to choć klękaj i całuj nogi.
Ślicznie to mówił, na koniec zapytał:
— A
pani jaka, Albino Kazimierowno?
Ja
nie chciałam, żeby miał złe wyobrażenie o Polkach, więc mówię:
— Pan
się myli, my nie takie znowu dumne! A on patrzy na mnie i powiada:
—
Pani musi być z tych... dobrych.
Ale
żebyś ty wiedziała, jak on patrzał! Jak gdyby doprawdy chciał uklęknąć i
całować nogi; a ja miałam śliczne pantofelki złote.
Chodzili
my pod rękę i on mówił, że Polki powinny być dobre dla Ruskich, to wszystko
będzie dobrze. Ucieszył się bardzo, że ja zostanę pepinderką, bo jego przeniosą
do Warszawy i będzie często bywał u przełożonej.
Rozmawiali
my z pół godziny, a (tak, jak by się znali Bóg wie jak długo. Taki u nich łatwy
sposób!
Na
koniec trzeba było wracać. Jego Wysoczestwo nie cały czas był z nami, ale
wyszedł nas pożegnać. My wtedy krzyknęły: „Hurra!", obstąpiły jego, i co
która mogła, brała na pamiątkę. Poszarpały 'kitę z jego czapki i akselbanty.
Każdej dostało się choć po maleńkim kłoczku. On się śmiał i nie mógł się
wydostać, a jak my jego na koniec puścili, to podszedł do krzaka z różami,
oberwał kilka i podał najbliżej stojącym. Wtedy wszystkie rzuciły się na niego
i o mało nie rozerwały z wielkiego szczęścia.
To
dopiero był dzień prawdziwie uroczysty i wielki! My o niczym innym mówić nie
mogły, ja nawet zapomniałam powiedzieć Zarudnej, że mi się bardzo podobał ten
Ilja Pawłowicz, który ze mną chodził pod ręką, ale jej to napiszę.
Pokłóciłam
się z Józefską, bo ona mówi, że my wpadły w tielaczyj wostorg i że to
nieładnie, a już Polkom nawet wstyd, bo co on o mas pomyśli?
Co ma
pomyśleć? Że się nam podobał. Przecież prawda. Nie masz pojęcia, jaki on
duszka, choć tak wielki i dużo mogący! Dobrze mówi ten Ilja Pawłowicz, że Polki
gordyje i niedostupnyje. Prosto śmieszno i nie dziwię się, że z nas ludzie się
śmieją. Nie mówię, żeby zaraz tak jak Mordowcewa — ale czemu odwracać oczy od
młodego chłopca, dlatego że on oficer, i broń Boże, ruski? A że książę nam robi
zaszczyt, to my mamy dlatego być niewdzięczne? Przepraszam! To byłoby dopiero
nieładnie.
U nas
na ogól pojęcia przestarzałe i głupie, my wcale nie humanitarni i nie czujemy
się ludźmi, tylko Polakami; to jest szowinizm. I ty także byłaś szowinistką,
kiedy nie chciałaś rok temu powiedzieć „Miednego wsadnika". A już w tym
roku panny nabrały większego rozumu. Wernik, dlatego żeby dostać szifr,
nauczyła się „Chadżi Abreka", a potem, choć bez szifra, deklamowała z
wielkim patosem:
Mogucz,
bagat, auł Dżemat,
On
nikamu nie płatit dani!
I nie
ona jedna, bo i Daminowska także popisywała się po rusku.
A ty
w przeszłym roku wyprawiałaś takie awantury, że aż ciebie wypędzili! I po co?
Nie lepiej było zostać i przez ten rok tańczyć na balach, a może i Wielki
Książę byłby z tobą mówił jak ze inną. Wtedy i mnie, i innym wydawało się, że
ty bohaterka, ale teraz my już rozumniejsze i wiemy, że to na nic się nie
przyda. Co tam jakieś dwie, a choćby dwadzieścia i sto panien z Institutu,
pomoże ze swoim buntowaniem się, kiedy wszyscy "muszą robić, co każe
naczalstwo — czy instytuckie, czy inne — bo naczalstwo jest silne, a my słabi.
Kto ma władzę, ten rozkazuje, a kto nie ma, ten słucha. Wszędzie tak na
świecie. Tak i historia uczy. Albo nam źle teraz? Marny wszystko, co trzeba — i
szkoły, i poczty, koleje, i kraj wzbogaciał, i Polacy nie kłócą się między
sobą, jak dawniej, kiedy mieli swobodę. My wtedy nie potrafili jej używać. Tak
przyszli mocniejsi i zaprowadził porządek. Wszędzie i zawsze tak bywało. My do
polityki nie mamy zmyśla, to i lepiej, że nie mieszamy się, i nie robimy takich
głupstw jak król Sobieski, który Bóg wie po co i na co gonił aż pod Vienę, a
tymczasem w kraju były bezporządki i awantury. Nasi królowie nie umieli rządzić
i uciskali poddanych. Dlatego Chmielnicki powiedział: „Wolimo pod cara
wostocznawo, prawostawnawo".
I
Kozacy się zbuntowali przeciw naszym wielmożom i przeciwko królowi, a królowie
słuchali ciągle Jezuitów i gnębili każdą inną wiarę, gorzej od Ruskich. Przez
Jezuitów my przepadli, bo zamiast donkiszotować po świecie, trzeba było
pilnować porządku w kraju, toby tego wszystkiego nie było. A jak chcieli być
potężni, to czemu Sigismund III nie skorzystał i nie posadził swojego syna na
moskiewskim prestole , kiedy jego zapraszali? Wielka rzecz, że musiałby zostać
prawosławnym, toć toć chrzęścijańska wiara, a i Henryk IV zmienił religię, bo
sobie powiedział: „Paris vautune messe" . Nas fanatyzm i nietolerancja
zgubiły, a i to także, że my wszystkim wierzyli, tylko nie tym, co trzeba. Ot,
i taki Napoleon I. Dużo on nam zrobił? A choć Aleksander I przebaczył, że my
jemu pomagali przeciw Rosji, to Polacy byli niewdzięczni i zrobili rewolucję, a
potem jeszcze wozstanije. I teraz nam gorzej, jak mogło być bez buntów. Ciągle
my robili głupstwa i wcześniej czy później nas musieli pozbawić władzy, to u
nas były złe granice i ludzie bez rozumu. A teraz spokój, każdy zajmuje się
swoją robotą — Ruscy kupują u nas zboże, trzewiki, rękawiczki i my wzbogacamy
się. Czy to źle?
I
choćby taka Instituitka: jej dają patent, ona może zostać czastną uczitielnicą
i mieć dużo pieniędzy. A jak która skończy pensję, to jej patent tyle wart, co
zwyczajny list papieru. Ruscy nie tacy źli, jak nam się dawniej zdawało, tylko
nie trzeba z nimi ostro — oni tego nie lubią. I kto by lubił? Czy przyjemnie,
jak tobie ma złość robią? Im także niemiło. A ty w ostatnim liście dziwisz się,
że ja nie taka, jak byłam. Prawda: bo starsza i rozumniejsza, a ty nie nabrałaś
jeszcze rozumu. Dobrze pomyśl nad tym, co piszę, a przekonasz się, że prawda
moja".
Subskrybuj:
Posty (Atom)
