Niedawno dożywszy 100
lat zmarł profesor. Aleksander Krawczuk
wybitny krakowski historyk i znawca oraz promotor starożytności. Fascynowała go
starożytna Grecja i Rzym, ale cenił i promował także naszych rodzimych
słowiańskich bogów. Co mnie nie dziwi, bowiem pogaństwo jest fascynujące bez
względu na obszar jego panowania.Przedstawiam Wam jeden z jego ciekawych wywiadów.
Wojciech Jan
Rudny: - Jak się Pan czuje widząc, że idee Renesansu, inaczej mówiąc odrodzenia
antycznych wartości pogańskich (nie bójmy się tego słowa), które Pan głosił
przez wiele lat, i nadal przecież głosi, wciąż żyją i mają także poza Panem
swoich wiernych wyznawców w naszym kraju? Dodajmy, że obecnie pochwała antyku i
pogańskiego stylu życia może zwiastować w Polsce kłopoty, bo przecież – to
nawet wie każde dziecko – nie warto narażać się przedstawicielom dominującego w
Polsce Kościoła katolickiego.
AK: - Proszę
pana, ja jestem głosicielem radosnej nowiny: bogowie powrócili! I to da się
ująć w czterech punktach: radość ciała; w tym igrzyska, sport. Po drugie:
radość seksu za obopólną zgodą. Seks jest zasługą w oczach bogów
nieśmiertelnych – nie grzechem. Po trzecie: radość poznawania, czyli prawdziwy
kult nauki. Wreszcieśmy zerwali z tym poglądem, że prawda ostateczna została
objawiona. My naszym słabiutkim umysłem, tą latareczką naszego rozumu,
usiłujemy rozświetlić mroki, które nas otaczają. Na piętnaście wieków udało się
chrześcijanom przerwać rozwój nauk. Bo jeśli jest prawda objawiona, to po co
jej w ogóle szukać? Ale powoli, powoli od czasów Renesansu my wracamy do tego,
że jedyne co mamy to nasz rozum. I odkrywamy wspaniałość wszechświata. I
wreszcie po czwarte: radość demokracji. Została ona stworzona przez Greków i
zaszczepiona w Rzymie, gdzie przez wiele wieków była republika, samorząd. Otóż
dzisiaj też głosimy, że demokracja jest najlepszym z możliwych ustrojem i
powinna panować wszędzie – również w Kościele. Przy czym z Kościołem będzie
najtrudniej, bo Kościół jest antydemokratyczny; teokracja i feudalizm – to jest
przeżytek Średniowiecza.
WJR- Czy
zgodzi się Pan z tym, że po 1989 r. możemy mówić w Polsce o recydywie saskiej
saskiej? Z roku na rok widzimy przecież, jak katolicyzm usiłuje zawłaszczyć
wszystkie sfery życia naszego narodu: religia katolicka wróciła do świeckich
szkół, katoliccy księża są w nich nauczycielami wynagradzanymi przez państwo.
Święci się nie tylko sale zebrań rad miejskich, ale i baseny, a nawet pojazdy
mechaniczne… Buduje się coraz więcej kościołów, kapliczek... Batalia o krzyże
wydaje się nawet przegrana, pomimo że jesteśmy w Unii Europejskiej… A ostatnio
prezydent Łodzi wydawałoby się, że poważny człowiek, niejaki Jerzy Kropiwnicki,
zaproponował, żeby dzień legendarnych magów perskich, tzw. trzech króli, uczcić
w Polsce pobożnym nieróbstwem. Pomimo że wprowadzenie kolejnego dnia wolnego od
pracy spowoduje straty finansowe (szacowane na 5,7 mld zł) przedsiębiorstw i
niestety dalsze redukcje etatów…
AK: - W
naszym państwie są pewne siły i tendencje zmierzające do utworzenia państwa
wyznaniowo-policyjnego. To jest oczywiste, to widać gołym okiem. Nawet Trybunał
Konstytucyjny ulega tym naciskom. Idziemy w kierunku państwa
wyznaniowo-policyjnego, ale może to potrwać jakiś czas, skazane jest jednak na
niepowodzenie…
WJR:- Gdyby
nie Unia Europejska pewnie byłoby jeszcze gorzej?
AK: - No
właśnie, jest jednak Unia; jest ta erozja systemu dokonująca się niejako
samorzutnie od wewnątrz.
WJR:- Panie
Profesorze przyzna Pan, że w Polsce niezwykle trudna jest droga, jaką Pan
przebył, tj. od chrześcijaństwa do kultu bogów, nauki, radości życia i rozumu,
słowem - pogaństwa?
AK: - Jest
bardzo trudną rzeczą oderwanie się od pewnych wręcz nawyków. Bo Kościół bardzo
mądrze postępuje od najmłodszych lat wszczepia nam pewne nawyki, np. masz
odmawiać taki paciorek, masz chodzić do kościoła, masz dać na tacę, masz się
spowiadać – jeśli tego nie uczynisz, grozi ci... I teraz psychicznie sytuacja
wewnętrzna ludzi jest taka, że jeśli zdarzy się coś dobrego, to zawdzięczam to
łasce Boga. A jeśli zdarzy się coś złego, to skutkiem tego, że zaniedbałem
pójść do kościoła, zaniedbałem się pomodlić…
WJR- Nie
wydaje się Panu, że religia katolicka w Polsce jest właściwie tylko kwestią
swoiście pojmowanej tradycji, konformizmu i zawsze brak było u nas jakiejś
głębszej refleksji teologicznej?
AK: -
Podobnie jak u schyłku starożytności udział w obrzędach był dowodem
przynależności do pewnej tradycji, wspólnoty; religia była kwestią tradycji,
udziału w obrządkach, pewnego konformizmu społecznego. Natomiast nikogo nie
interesowały spory teologiczne. I proszę zwrócić uwagę, że w Polsce nikogo
teologia nie interesuje. Próbował wzbudzić zainteresowanie kwestiami
teologicznymi Leszek Kołakowski, publikując książki pod bardzo takimi
zaskakującymi tytułami: Czy Szatan może być zbawiony?, Czy Bóg jest szczęśliwy?
Tego typu książki. Ale to nie wywołało nawet żadnego echa…
WJR- Panie
Profesorze znam i takich młodych ludzi, którzy nie wierzą w to, czego uczy
Kościół, ale brali udział w bierzmowaniu ze względu na… prezenty.
AK: - Ja
spotkałem chłopców, którzy pytali: a czy można by nie iść do komunii, a dostać
prezenty?
WJR- Zgodzi
się Pan ze stwierdzeniem, że nasza polska i katolicka religijność jest bardzo
płytka?
AK: - Polska
zawsze była krajem o płytkiej religijności w sensie teologicznym. Poważny
stosunek do kwestii teologicznych mieli arianie, ale jak pan wie, zostali
przegnani. Potem nastąpiła tylko religijność obrządkowa. Wie pan, jeśli chodzi
o różnice między katolicyzmem a protestantyzmem można taki obraz pewien podać:
w środkach komunikacji masowej to się właściwie nie zdarza, żeby młody człowiek
ustąpił miejsca starszemu. A to byłby przecież dobry uczynek w sensie
chrześcijańskim. Natomiast, jeśli np. przejeżdża pan tramwajem koło kościoła,
to bardzo wielu zdejmuje czapkę, żegna się. I to jest różnica między religią
uczynku, a religią obrzędową. To jest najistotniejsza różnica między
katolicyzmem, a ewangelicznym chrześcijaństwem. Kwestia praktyki. Religię
trzeba praktykować. W gruncie rzeczy praktykującym jest ten, kto wykona dobry
uczynek. A obrzędowcami są ci, którzy ograniczają religię tylko do gestów.
WJR- Czyli w
Polsce mamy jedynie obrzędowość?
AK: -
Wyłącznie, od wieków…
WJR- Czy
można zatem powiedzieć, że katolicyzm jest martwy jako pewien system etyczny,
bo nie wpływa specjalnie na moralność swoich wyznawców?
AK: - Polacy
jako naród bardzo katolicki zarazem należą do narodów o bardzo niskim poziomie
społecznej moralności. Są niemoralni wręcz. Przez to, że kładzie się nacisk na
obrzędowość. Za granicą, na Zachodzie Polak postrzegany jest jako pijak,
złodziej… Ogólnie rzecz biorąc katolicyzm jest religią moralnie rozleniwiającą,
a myślowo właściwie ogłupiającą. Bo co ma myślowo do zaoferowania?
WJR- Czy
wierzy Pan, że jest możliwe stworzenie religii w nawiązaniu do ideałów
antycznych bądź rekonstrukcja dawnych wierzeń.
AK: - Ona
wróciła. Nie musimy jej nawet tworzyć.
WJR- Mnie
np. odmówiono publikacji wywiadu na portalu Racjonalista.pl z przedstawicielami
greckiej grupy wyznaniowej, odwołującej się do dawnych bogów Hellady, modlącej
się do nich. Racjonaliści niemal pukali się po głowie, kiedy przesłałem im ten
wywiad…
AK: -
Modlenie się do bogów to jest kwestia pewnego gestu, to nie ma wielkiego
znaczenia. To jest kwestia pewnego ukłonu w stronę tradycji. Bardzo
sympatycznego i mającego swój sens. Bo widzi pan: politeizm sam w sobie jest
wartością. Bardzo groźną rzeczą jest monoteizm. Sama idea monoteizmu: jedna
tylko prawda i koniec.
Proszę
zwrócić uwagę, że my - dzięki politeizmowi - w starożytności nie mieliśmy
żadnych wojen religijnych.
WJR-
Pojawiły się dopiero w momencie chrystianizacji Europy…
AK: -
Chrześcijaństwo, powiedzmy sobie szczerze, to jest religia obca –
bliskowschodnia, azjatycka. Mówi się, że wniosła wielkie wartości. Jakie
wielkie wartości? Dekalog? To znaczy, że przedtem w Grecji, Rzymie można było
mordować? To było tak samo karane, jak wszędzie. Pierwsze przykazanie mówi: nie
będziesz miał innych bogów przede mną. To jest przykazanie dla ludu Izraela. To
jest ich bóg. A inni bogowie mogą być sobie. Poza tym niech pan zwróci uwagę na
przykazanie „nie zabijaj”. Wkraczamy do Ziemi Świętej i co robimy? Zdobywamy
Jerycho i mordujemy wszystkich i wszystko, nawet zwierzęta. Tak przykazał Pan,
który przed chwilą mówił: nie zabijaj. Ale obcych możesz zabijać. Niech Pan
zwróci uwagę, że katolicyzm wyrzucił drugie przykazanie. To, które mówi: Nie
będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie
wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach, pod
ziemią!
WJR- Można
powiedzieć, że jest to zwycięstwo pogaństwa, też w Kościele. Prawda?
- Tak.
Kościół musiał ustąpić i od tego się zaczęło. Wzięto z pogaństwa to, co jest
najbardziej powierzchowne - np. kult obrazów, posągów - a nie wzięto tego, co
jest najsympatyczniejsze: otwartość, tolerancja...
WJR- Chyba
cesarz Hadrian mówił, że chrześcijanie tak naprawdę to czczą tylko mamonę…
AK: - Tak,
niestety do tego to wszystko się sprowadza. Historycznie patrząc, tak naprawdę
zawsze zwyciężają arcykapłani. Kościół zorganizowany. Jaki był w Izraelu i jaki
jest obecnie. Ludziom to imponuje. I szaty, i piękno, i dostojeństwo,
obrzędy... Patrzę na chrześcijaństwo ogólnie jako na religię obcą naszemu
duchowi europejskiemu, nie wnoszącą nic właściwie nowego.
WJR- Tylko w
Polsce ciężko jest ludzi przekonać do takiego poglądu.
AK: - Nie da
się przekonać, bo wpojono, że to jest nasza tożsamość. To jest nieszczęście
pewne, to utożsamienie z Kościołem, który prowadził zawsze swoją politykę.
WJR- Czy do
Pana przemawiają ideały socjalistyczne, czy niespecjalnie?
AK: - Wie
pan, jak się patrzę na to, co się dzieje obecnie, to myślę, że jednak socjalizm
miał swoje wartości. Proszę zwrócić uwagę, że w Polsce od 20 lat ludności
ubywa. Dlaczego? Dlaczego w czasach PRL-u ludności przybywało? Dlatego, że było
poczucie pewnej stabilności i pewnego bezpieczeństwa socjalnego. Była
zapewniona praca, zapewniona opieka nad dziećmi: żłobek, przedszkole itd.,
zapewnione wczasy. To wszystko rzutowało na inne nastawienie. Im więcej będę
miał dzieci, tym będzie lepiej. Krzywda mi się nie stanie. Żyło się ubogo, ale
spokojnie i bezpiecznie. To wszystko nagle zostało przerwane. Polska obecnie
należy – obok Słowacji – do krajów o żadnym wręcz przyroście demograficznym.
Moi młodzi krewni, którzy pracują w Anglii mówią, że będą mieli dzieci, ale w
Anglii. Tam jest opieka nad dziećmi, a tutaj była w czasach PRL-u. Nie ma jej
obecnie.
WJR- Rola
państwa ograniczyła się do poborcy podatkowego…
AK: - I do
wysprzedawania ruin po PRL-u. Ale jak się to skończy, nie wiadomo. Jest
olbrzymi dług wewnętrzny. To je groźne. Mówi się, że w Polsce była komuna. Ale
tak naprawdę nigdy nie mieliśmy komunizmu. Polska była jedynym krajem w bloku,
gdzie nie było kolektywizacji. Była jedynym takim krajem, gdzie Kościół był
taką potęgą.
WJR-
Początkowo religia była nawet w szkołach…
AK: - Potem
to zniesiono, ale to było dobre. Jak się wychodziło ze szkoły, to religia była
czymś z własnego wyboru. To miało swoją wartość. A teraz stała się jednym z
przedmiotów nauczania. Nic więcej. Przedmiotem, którego można unikać; nie
chodzić. Tak samo się nie uczyć, jak matematyki, historii.
WJR- Czy
uważa Pan, że Kościół będzie w Polsce dążył do unicestwienia lub przynajmniej
wyciszenia innych niż katolicki światopoglądów?
AK: -
Kościół ma taką dewizę: Totus tuus, cały twój. Każdy człowiek, całe społeczeństwo
powinno być oddane Bogu.
WJR- I
zawsze wykorzystuje się postać Jezusa Chrystusa…;
- To jest
myślenie totalistyczne. Kościół nigdy z tego nie zrezygnuje. Ale z drugiej
strony dokonuje się coś tak wewnątrz ludzi, tak samoczynnie, od dołu. Wracamy
do czasów, takich jak w czasach mojej młodości, przedwojennych. Być bardzo
religijnym, to była sprawa ludzi starszych. Wśród ludzi młodych nie wypadało
nawet być za bardzo religijnym.
WJR- A Pan
nie miał nigdy pokusy wrócić do chrześcijaństwa?
- Ja się
czuję pogańskim chrześcijaninem. Ja nie neguję tego, czego nauczał Chrystus. To
jest piękne. Czego nauczał? Łagodnie mówiąc, był krytycznie nastawiony wobec
arcykapłanów i ówczesnego kleru. Dalej ostro krytykował religijność na pokaz.
Głosił, jeżeli się modlisz, zamknij się w komórce swojej. Ale dziś w polskim
katolicyzmie nikt nie potrafi się tak modlić! Ojcze nasz i zdrowaśki, ale
własnymi słowami, kto potrafi? Odwykliśmy od tego. Chrystus nie był, jak pan
wie, przyjacielem bogaczy. Za to wszystko zapłacił. Został z poduszczenia
ówczesnych arcykapłanów skazany na śmierć przez Rzymian. Rzymianie poszli na
to, bo w ogóle nie rozumieli, o co chodzi w tych żydowskich sporach i
konfliktach.
WJR- Ale Pan
nie uczestniczy w praktykach religijnych?
- Proszę
Pana, ja się uważam za człowieka głęboko religijnego. Obecnie prawdziwie
religijni są ludzie zwani popularnie ateistami. Bo tylko ateista jest głęboko
pokorny wobec zagadki, że w ogóle cokolwiek istnieje. On nie wyobraża sobie
Boga na wzór i podobieństwo swoje, jako osobę. Ale rozumie ogrom tej zagadki.
Przerażającej zagadki. To jest religijność. Człowiek prawdziwie religijny nie
wie, co go czeka po śmierci, nawet się o tym nie myśli, chce żyć możliwie
przyzwoicie. Ale jest pełen pokory wobec tej, jak powtarzam, zagadki, że w
ogóle cokolwiek istnieje.
WJR- Pracuje
Pan nad najnowszą książką, która ma się wkrótce ukazać nakładem wydawnictwa
„Iskry”. Czy może Pan powiedzieć coś więcej na jej temat?
- „Z
Odyseuszem w zaświatach” jest to książka właściwie w całości napisana. To jest
książka trochę autobiograficzna poświęcona temu, co jest zawsze dla nas
najważniejsze, zwłaszcza u schyłku życia. Jestem w tej chwili najstarszym
historykiem w Krakowie. Proszę sobie wyobrazić, czego się doczekałem. Jestem
jedynym z mojego pokolenia, już nawet właściwie nie mam do kogo zatelefonować…
- Ma Pan 88
lat, jest Pan w znakomitej formie, choć przeżył Pan aż dwie śmierci kliniczne.
Jaka jest tajemnica Pańskiego zdrowia, tej wielkiej woli życia i
długowieczności?
- Żyję sobie
z łaski Bogów… Jest pięć takich czynników. Po pierwsze: dobre geny, na co nie
mamy żadnego wpływu. Po drugie: postęp medycyny. Po trzecie: ciąg szczęśliwych
przypadków. Po czwarte: to jest dobry klimat domowy, co zawdzięczam mojej
żonie. Po piąte: pozytywny stosunek do życia. Z tych pięciu mamy wpływ
całkowity tylko na ten ostatni.
- Bardzo
dziękuję Panu Profesorowi za rozmowę i życzę dużo zdrowia oraz powodzenia w
dalszej tak niestrudzonej pracy w głoszeniu radosnej nowiny.
http://pantheion.pl/Ermikles-Jestem-glosicielem-radosnej-nowiny?fbclid=IwAR3bHsklct0JkCHHwXDQDx7iFuvijcv-MRQjdG56rB8jsaxyd3r-xWlj2kc