Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polityka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 czerwca 2025

Optymistycznie mimo wszystko


Nie można się poddawać i załamywać rąk. Twoja rozpacz i porażka to ich radocha, nie dawaj im tego, oni się tym pasą Wszystko będzie dobrze, pokonamy ich, trzeba się otrząsnąć z przegranej, to się zdarza, im też.

 Piotr Ibrahim Kalwas


piątek, 30 czerwca 2023

Przemoc i wybaczanie

        Jeśli czytamy artykuły o przemocy , psychologii zawsze wmawia się ofiarom ,że mają wybaczać swoim oprawcom , bo według niektórych wybaczanie to uwolnienie z roli ofiary . Zmuszani jesteśmy do pojednań ,ale pojednania i wybaczania nie wiele zmieniają przynajmniej nie zawsze. Artykuł jest z nurtu feministycznego , niekonserwatywnego tak jak inne posty autorki strony . Mi się podobało . 

         Co prawda zaczęło się lato , wakacje więc czas jest bardziej na luzie , Niemniej jednak można też czasami zastanowić się nad tematem przemocy wszak w czasie wakacji zdarzają się też niemiłe incydenty. Zapraszam do lektury .



To w końcu mam iść na tę terapię czy nie?

Przewodnik praktyczny.

Żadną miarę nie jestem przeciwniczką terapii dla kobiet w kryzysie przemocy i podkreślam to z całą mocą. Dobra terapia postawi cię na nogi, doda sił i wiary, uporządkuje myśli i emocje, zlikwiduje poczucie winy, upora się z twoim PTSDC, nauczy jak ruszyć w życie.

Zła terapia cię zretraumatyzuje i sprawi, że będziesz latami kręcić się w kółko, próbując złapać za ogon swoje rzekome deficyty.

Czy zatem iść na tę terapię, czy nie?

Tak.

Ale.

1. Pamiętaj, że przemoc, każda, czy to fizyczna, psychiczna, ekonomiczna, czy to gwałt, porwanie, opresja władzy i kontroli, moralizowanie czy jakikolwiek przymus ma tylko jednego autora. To nie twoja wina. Twoje leczenie powinno dotyczyć efektów przemocy, nie jej źródeł – bo źródłem przemocy jest on, nie ty, nie twoja matka, ojciec czy twoje wychowanie.

2. Przemoc od partnera, ta której doświadczyłaś, ma swoje korzenie w kulturze i wynika z faktu, że mężczyźni czują się uprzywilejowani, a to znaczy, że mają prawo korygować cię, pouczać, wymagać od ciebie i przymuszać do oczekiwanych zachowań. To nie twoja wina. Bez względu na to, jak określisz jego zaburzenia, najważniejsze jest to, że on jest przekonany, że ma prawo to robić, i to robi. Doszukiwanie się w tobie, na terapii, twojej podatności na takie zachowania jest ślepotą na nasz, kobiecy poddawany presji świat.

3. Nie pozwól na etykietowanie cię. Miliony kobiet w kryzysie przemocy słyszą diagnozy, że mają osobowość zależną, że są współuzależnione, psychicznie słabe lub nieprzystosowane. Miliony kobiet leczą się na depresję, nerwicę lub dwubiegunowość. Milionom każe się analizować ich przeszłość (co jest zakamuflowaną formą victim blaming) i tam szukać źródeł przemocowego związku. Źródło jest jedno, i to nie ty nim jesteś.

4. W imię postępów terapii możesz być namawiana do wybaczenia sprawcy. Stawia się znak równości pomiędzy nienawiścią a niewybaczaniem. Stawia się znak równości pomiędzy nienawiścią a gniewem. W naszej kulturze gniew kobiet jest nieakceptowany, bo z gniewu rodzą się rewolucje – a świat nie chce żadnych kobiecych rewolucji!

Ma być jak jest.

Szantaż polega na tym, że jeśli nie wybaczysz, nie ruszysz, rzekomo, do przodu. To nieprawda. Masz prawo nie wybaczyć i nadal będziesz mieć dobre, radosne życie. Wybaczanie zapewnia sprawcom spokój i bezpieczeństwo, bowiem kto zasługuję na wybaczenie, nie zasługuje na karę.

5. Nie daj się wkręcić w narrację, że w twoim oprawcy jest mały biedny chłopczyk, zraniony przez życie. To kolejny szantaż emocjonalny. Wzbudzanie współczucia dla kata jest traumatyzujące dla ofiar. Facet ma dowód, prawa wyborcze, pracę w której zarabia, prawo jazdy, które umożliwia mu poruszanie się na drogach publicznych, ale tylko kiedy stosuje przemoc wobec ciebie i dzieci, nagle zamienia się w smutnego bobaska. W innym wypadku, kiedy ukradnie, zabije, lub zdefrauduje pieniądze, społeczeństwo widzi w nim dorosłego mężczyznę, zasądza wyrok i nie czuje do kryminalisty empatii i współczucia.

6. Potrzebujesz psychotraumatologa. On połączy twoje doświadczenie z twoim stanem. Wie, że złożony zespół stresu pourazowego to nie twoja osobowość a reakcja organizmu na przedłużające się czynniki i działania, które cię do takiego stanu doprowadziły - i znów: nie twoja wina. Nie masz wpływu na objawy stresu tak jak nie masz wpływu na pracę serca. O traumie wojennej żołnierzy napisano tysiące tomów, a traumie kobiet w kryzysie przemocy duuuużo mniej, to jedno ze źródeł ignorancji. Powód twojego PTSDC jest na zewnątrz, nie w tobie.

7. Kiedy jesteś w kryzysie przemocy a potem natychmiast w przemocy poseparacyjnej, zwykła psychoterapia na niewiele się zda. Nikt nie leczy żołnierzy z ich traumy wojennej na polu bitwy, czyż nie? Bessel van Der Kolk pisze, że w takiej sytuacji, sytuacji kiedy jesteś nastawiona na przetrwanie, potrzebny jest kontakt z ciałem. Uziemianie się, bycie tu i teraz, wyciszanie, choć na moment, emocji. Judith Herman z kolei pisze, że wtedy potrzebne są grupy wsparcia kobiet (pod okiem dobrego terapeuty) - kobiet w podobnej sytuacji: dzielenie się doświadczeniem i sposobami na przeżycie, radzenie się, jak w konkretnych sytuacjach działać i się chronić. To pomaga w odzyskiwaniu sprawczości.

8. Nie, nie masz „osobowości” ofiary. To mit, który ma utrzymać kobiety w strachu przed samymi sobą. Jeśli w niego uwierzysz, nie będziesz ufać swoim emocjom i intuicji, a wtedy inni ci będą mówić, co dla ciebie jest dobre a co złe.

Przemyśl to.

Psychoterapia jako nauka jest częścią naszej kultury, którą tworzyli mężczyźni. Freud, jej praojciec i pramatka w jednym, nie krył swojej pogardy dla kobiet. Jego dorobek i dorobek jego pogrobowców jest tą pogardą skażony; jest skażony kulturą, która pogardę i przemoc wobec kobiet przez wieki normalizowała. Dobrze mieć świadomość, na jakim gównianym podłożu wyrósł ten piękny kwiat.

Dobry psychoterapeuta ma tego świadomość. Krytycznie czyta starych mistrzów, analizuje ich w odniesieniu do naszych czasów, rozumie i widzi konteksty płciowe i kulturowe. Szuka innych, naukowych, nowych, feministycznych spojrzeń. Ma świadomość, z czym się kobiety, połowa ludzkości, zmagają w realnym życiu. Zły terapeuta bezkrytycznie studiuje dzieła swojego guru i udaje, że kobiety żyją w równym, sprawiedliwym świecie. W tym świecie nie ma patriarchatu, wykluczenia, ignorowania, czy bagatelizowania kobiet, ani żadnej kulturowej opresji czy przemocy w związkach. - jakbyśmy żyły same, z naszą pokręconą psychiką ofiary, w jakiejś społecznej próżni.

Dedykuję ten tekst wspaniałej osobie i psychoterapeutce Wioli Davie.

Życzę wam mądrych, wrażliwych, otwartych na wiedzę terapeutów.

Anita Deskiewicz

http://malarzecz.com/?fbclid=IwAR2v0R_9Ci_xc_or1ZjV3mcDZW4Hbl9IgN-5yhjRiB0e4TewyJ6CnmWRmR8


piątek, 24 lutego 2023

Z okazji rocznicy -Wywiad z Julią Tymoshenko

          Dzisiaj mija pierwszą  rocznica wojny, która wybuchła na Ukrainie. Zmienił się świat i zmieniliśmy się my. Chociaż bezpośrednio wojna nas nie dotyczy, wiec z czasem emocje, które były na samym początku już opadły i patrzymy na to, co się dzieje z pewnym dystansem. Przynajmniej ja ochłonęłam. 

             Media pokazują nam głownie krwawe obrazy z tego, co dzieje się w Ukrainie, ale prawda jest taka, że nie na całym terytorium Ukrainy jest wojna. Rosja skupia się tylko na niektórych rejonach. W reszcie kraju ludzie normalnie żyją, pracują, chodzą do szkoły a politycy z zagranicy jadą do Ukrainy tam i z powrotem bez jakiś specjalnych trudności. 

          Więc jak wygląda naprawdę sytuacja Ukrainy?  Trudno powiedzieć. Mi się wydaje, że coś z tą wojną jest nie tak, ale jeśli rozwinę na blogu te moje wątpliwości to albo mi bloga zablokują, jako propagadne rosyjską albo w najlepszym wypadku uznają, że uwierzyłam w teorie spiskowe, dlatego się powstrzymam …

A teraz wkleję wam wywiad z Ukrainką (  jej pierwszy wywiad wklejałam już na blogu) Opisuje ona jak wygląda jej życie w Ukrainie podczas wojny. Nie jest wbrew pozorom tak tragicznie jak pokazują w mediach. 

 


 

Pierwszy raz rozmawiałyśmy 17 lutego, tydzień przed wojną. Świat od tego czasu kompletnie się zmienił.

Julia Tymoszenko: O tym, że jest wojna, poinformował mnie o 5 nad ranem kolega ze Stanów. Początkowo nie wierzyłam. Myślałam, że Amerykanie coś przeinaczyli, ale chwilę później usłyszałam potworny huk za oknem. Zrozumiałam, że to nie są petardy. Za chwilę były kolejne wybuchy, słychać było wojskowe samoloty, przyjaciel wysłał mi screen, że nad Ukrainą nie latają żadne samoloty. Zaczęła się wojna.

Jaka była twoja reakcja?

Histeria i panika. Szok. Gdy pierwszy raz rozmawiałyśmy, mówiłam ci, że większość znajomych przygotowała sobie już bagaż na wypadek, gdyby trzeba się było szybko ewakuować. Ja tego nie zrobiłam. Może dlatego, że to oznaczałoby, że ta sytuacja jest naprawdę realna? Do końca wierzyłam, że to się nie stanie.

Od razu zdecydowałaś, że wyjeżdżasz z Kijowa?

Początkowo tato chciał, żebym przyjechała do Zaworyczi, wsi na północ od Kijowa w stronę Czernihowa, ale szybko zrozumieliśmy, że to nie będzie bezpieczne miejsce. Po Kijowie trudno się było przemieszczać — metro działało tylko tam, gdzie wagony są pod ziemią, ja akurat mieszkam na lewym brzegu Dniepru i tu kolejka jest naziemna. Zostały taksówki, których cena podskoczyła dziesięciokrotnie. Następną noc spędziliśmy w piwnicy naszego domu, gdzie zorganizowaliśmy schron. Gdy Rosjanie zaczęli ostrzeliwać cywilne budynki, nie było już na co czekać. Taksówkarz nas pospieszał: "szybciej, bo za granicą Kijowa stoją już czołgi". Wtedy nie wiadomo było, jak szybko wejdą. Wsiadłyśmy w pociąg i wyjechałyśmy z Kijowa. Zabrałam mamę i jesteśmy teraz w domu kolegi z pracy pod Tarnopolem. Nigdy wcześniej u niego nie byłam.

 

Trzeba było mieć bilet, żeby wyjechać?

Nie, na cały tłum ludzi bilety miały może trzy osoby. UkrZaliznycia (ukraińskie koleje państwowe — przyp. red.) ich nie wymagała. Pociąg był zapchany, w przedziale zamiast ośmiu osób było nas po piętnaścioro, do tego psy i koty. Ale szczęśliwie dojechałyśmy do Tarnopola.

Co mogłaś zabrać ze sobą?

Dużo podróżowałam, więc wszystkie dokumenty miałam w jednym miejscu. Ale nie przygotowałam innych rzeczy i bardzo tego pożałowałam. Bo jak zdecydować w dwie godziny, co zabrać ze swojego całego życia? Wpadłam w histerię, ale na szczęście w sieci była lista, co w takim bagażu powinno się znaleźć. Spakowałam się według tego, co tam było. Ale jakie ubrania zabrać? Przecież nie wiesz, na jak długo uciekasz. Masz nadzieję, że zaraz wrócisz, a jednocześnie dopuszczasz możliwość, że wyjeżdżasz na długo, a być może nie będziesz mieć do czego wrócić, bo budynku już nie będzie.

Wzięłam okulary, leki, dwie pary butów i dwie pary wygodnych spodni, dwie koszulki, bluzę i sweter, który mam na sobie. Spakowałam też kremy do twarzy. Gdy je brałam, zastanawiałam się, czy to ma jakikolwiek sens w sytuacji zagrożenia życia, ale cieszę się, że to zrobiłam, bo teraz mam moment w ciągu dnia, w którym myślę, że dbam o siebie i opiekuję się sama sobą. Przyjaciółka, z którą uciekłam, zabrała farbę do brwi. Może to absurd, gdy uciekasz przed wojną, ale dzięki temu ona czuje, że nie wszystko straciła.

Czy wasz blok wciąż jest cały?

Mamy z sąsiadami wspólną grupę na komunikatorze — wiem, że wielu z nich zostało, budynek jeszcze stoi, ale nie wiadomo jak długo. Każdy dzień zaczynamy od sprawdzenia, czy Kijów jeszcze stoi, czy Ukraina walczy.

Gdy stałam na peronie, czekając na pociąg, płakałam. Miałam poczucie, że zdradzam swoje miasto, że mogłabym się tam przydać. Uspokajamy się z przyjaciółmi, że jaki pożytek byłby z nas, gdybyśmy ciągle musieli siedzieć w piwnicy.

Dziś Rosjanie zrzucili bomby na Iwano-Frankiwsk i Łuck. Rozmawiacie o tym, co będzie, jeśli Rosjanie zaczną regularnie atakować także miasta na zachodniej Ukrainie?

Już zrozumiałam, że nie można nie myśleć i nie spodziewać się najgorszego. Rzeczywistość zmusiła mnie, bym zmieniła strategię. Przed chwilą rozmawiałam z tatą, który został na swojej wsi razem z rodzicami mojej mamy. Zaworyczi są częściowo okupowane przez rosyjskie wojska. W okolicy Browarów toczą się ciężkie walki. Tylko wczoraj ukraińska armia zniszczyła tam kolumnę rosyjskich czołgów. Tam, gdzie bawiłam się w dzieciństwie, są teraz spalone, porzucone czołgi wroga. Abstrakcyjny obrazek. To wciąż mnie szokuje.

Jak Rosjanie zachowywali się po wejściu do wsi?

Z tego, co opowiada mój tato, trochę strzelali. Zniszczyli kilka domów, zginęli nasi sąsiedzi. Podpalili też zabytkową cerkiew. Myślę, że zrobili to specjalnie, bo dzwonnica cerkwi jest dość wysoka i służyła mieszkańcom do obserwowania okolicy. Spalenie jej nie było przypadkiem. Dziadkowie mają dom tuż obok, od wybuchu wyleciały im wszystkie okna. Na szczęście dom ojca nie ucierpiał, nie stoi w centrum wsi.

Mieszkańcy opowiadają, że rosyjscy żołnierze to przeważnie młodzi mężczyźni, 19 i 20-letni. Są głodni, włamują się do sklepów i kradną, co wpadnie im w ręce. Wyważyli drzwi w przedszkolu, zabrali stamtąd materace i poduszki. Kilku przyszło przenocować, wyrzucili właścicieli z domu, ale nie zrobili im krzywdy. Po prostu chcieli się wykąpać i przespać w normalnych warunkach. Z domu zniknęły bokserki i skarpety. Żartujemy sobie, że druga najsilniejsza armia świata walczy w majtkach z mojej wsi. To oczywiście bardzo śmieszne, gdyby nie było takie straszne. Bo ludzie giną.

Dlaczego twój tato został?

Gdy rozmawiałyśmy przed wojną, mówiłam ci, że on nie wyjedzie z kraju, nie chce nawet zostawić rodzinnej wsi. Angażuje się w działania obrony terytorialnej, chodzi na nocne czuwanie, pomaga sąsiadom, opiekuje się moimi dziadkiem i babcią, którzy też tam zostali. Nie wyjadą. Nie ma już o tym nawet rozmowy.

Ja natomiast musiałam mu obiecać, że jeśli na zachodniej Ukrainie zrobi się niebezpiecznie, zabiorę mamę z Ukrainy. Jestem w szczęśliwej sytuacji, bo mam wielu znajomych za granicą, którzy oferują mi swoją pomoc. Ale też nie chcę jeszcze emigrować. Wydaje mi się, że jeśli przekroczę granicę, to moje samopoczucie będzie znacznie gorsze niż wtedy, gdy stałam na dworcu, opuszczając Kijów. Może to błąd, ale odkładam tę decyzję na ostatni moment.

Rodzina taty jest już w Polsce, w Toruniu. Mówią, że zostali niesamowicie ciepło przyjęci, że Polacy wspierają ich, nawet pomniki i autobusy są udekorowane ukraińskimi flagami. Wspaniale słyszeć takie wiadomości, to bardzo wzruszające.

Jak wygląda teraz twoje życie? Da się pracować w takich warunkach?

Zobacz także Bardzo trudno. Pracuję online i moja firma podeszła do sprawy z wielkim wyczuciem. Myślę, że od przyszłego tygodnia zacznę już o tym myśleć, ale na razie po prostu się nie dało. Mama pracuje w miejskim przedsiębiorstwie kanalizacji w Kijowie, a takiej pracy nie da się wykonywać zdalnie. Na razie nie zwalniają pracowników, ale nie do końca wiadomo też, co będzie z wynagrodzeniem. Wewnętrznym uchodźcom pomagają inni ludzie, przyjaciele, rodzina, kto może.

Prezydent Zełenski zapowiedział, że każdy, kto z powodu wojny stracił pracę lub możliwość jej wykonywania, otrzyma 6 tys. hrywien. To bardzo mało, wystarczy może na jedzenie.

Widziałam u ciebie post twojego kolegi, który opisuje Ukrainę jako wolne, odbudowane państwo za 10 lat. Wielu rozmówców z Ukrainy podkreśla, że w tej trudnej chwili pomagają im memy, ale są też głosy krytyczne wobec śmieszkowania z wojny. Co o tym myślisz?

Jeśli ktoś ma w sobie na to przestrzeń, to warto patrzeć na sytuację z humorem. Ja mam momenty, gdy czuję się lepiej i wtedy patrzę na memy, ale nie zawsze mam na to ochotę.

Nadzieja jest nam potrzebna, ale plany to mogę sobie robić najwyżej na tydzień do przodu, a realnie na dzień lub dwa. O przyszłości nie rozmawiamy.

Co ci pomaga?

Pomaga mi rozmowa z przyjaciółmi, szczególnie tymi z Ukrainy, Polski i Litwy, którzy rozumieją, co przeżywam. Wiem, że znajomi z Ameryki Południowej też się martwią, chcą mnie wesprzeć, pytają, jak się mam, ale nie rozumieją, co się tu dzieje, nie żyją w takim strachu, jak my tutaj. Żyją swoim życiem i dzielą się nim w mediach społecznościowych. Rozumiem to, ale nasze emocje dziś są zupełnie inne.

Obserwuję też swoje reakcje i nie wmawiam sobie, że jest super, jeśli nie czuję się dobrze. Pozwalam sobie płakać, gdy jest mi smutno i mam taką potrzebę. Wielu ludzi pisze "nie poddawajcie się emocjom", ale ja się z tym nie zgadzam. Płacz pomaga mi poradzić sobie z bezsilnością. Wszyscy jesteśmy emocjonalnie rozchwiani, to oczywiste, nikt z nas nie przygotował się na wojnę. Do tego nie można się było przygotować.

 https://noizz.pl/wywiady/wojna-w-ukrainie-julia-uciekla-z-kijowa-ale-rodzina-zostala-na-wsi-gdzie-tocza-sie/x3ldleq

 

poniedziałek, 21 listopada 2022

O Edukacji młodym okiem

            Polski system edukacji praktycznie powinien mnie interesować tyle ile zeszłoroczny śnieg i zazwyczaj niewiele mnie on interesuje. Jakiś jednak czas temu przeczytałam coś, co mnie totalnie zmroziło otóż wszystkich profesorów, którzy uczyli mnie i dzieli się swoją wiedzą na moim Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie szczególnie o wydział politologii mi chodzi usunęli i wyrzucili w wyniku reformy. Miałam plany, aby wybrać sobie nowy kierunek studiów na tej uczelni Kulturoznawstwo i wiedzę o Mediach, ale teraz widzę, że chyba nie ma, co się tam wybierać, chociaż program studiów mają ciekawy. Wszystko zmierza w tym kraju w złą stronę, Najwidoczniej nie tylko ja to widzę, bo i najmłodsze pokolenie uczące się w polskim systemie edukacji widzi te zmiany jeszcze gorzej. 

          Nie ukrywam, że przykro mi, ze będąc od 2004 roku w Unii Europejskiej nie wykorzystaliśmy szansy ogromnego przeskoku kulturowego, prawnego, mentalnego, jaką nam dała Unia Europejska a wystarczyło tylko wszystko skopiować z państw zachodnich. Od programów edukacyjnych po system prawny to chyba nie takie trudne? No cóż, jeśli czegoś nie było to już nie będzie, ale porozmawiać na ten temat można, choć nic to nie zmieni

        Wklejam Wam wywiad z Anną Maziarską maturzystką z 2021 roku i aktywistką społeczną. Nie ze wszystkimi jej słowami bym się zgodziła, ale wywiad warty jest przeczytania.   

                                                                       

Chcą nam poprzestawiać mózgi, a my chcemy żyć normalnie [MATURZYSTKA O LEX CZARNEK]

Rząd się zorientował, że przejęcie sądów i mediów nie zatrzyma buntu, więc trzeba zmienić mindset, nastawienie, poprzestawiać ludziom mózgi i to najwcześniej jak się da - mówi nam o "lex Czarnek" aktywistka, feministka, maturzystka 2021 Anna Maziarska

Piotr Pacewicz, OKO.press: Podczas protestu organizacji społecznych, samorządów, związkowców, nauczycielek, przeciwko "lex Czarnek" pod siedzibą rządu 21 czerwca 2021 zabrałaś głos m.in. po prezydencie Trzaskowskim, prezesie ZNP Broniarzu, Krystynie Starczewskiej, która jest legendą - współtwórczynią polskiej edukacji niepublicznej. Możesz zacytować swoją wypowiedź?

Anna Maziarska*: My, uczennice i uczniowie, nie zgadzamy się, by decydowano o nas bez nas. Nie zgadzamy się aby o nas, o naszej przyszłości, edukacji i kompetencjach decydowała grupa ludzi uważająca, że może budować państwo tylko dla siebie. Chcemy żyć normalnie jak nasze rówieśniczki i rówieśnicy w Europie. Polska jest także naszym krajem. Krajem ludzi młodych. Naszą przyszłością. Chcemy, żeby i nam się w niej dobrze żyło, więc protestujemy przeciwko zamachowi na polskie szkoły. Będziemy protestować również dzisiaj o 18 pod MEiN"

Czemu ty?

Od listopada 2020 jestem członkinią Rady Konsultacyjnej ds. Edukacji w Ogólnopolskim Strajku Kobiet.

Co to znaczy "żyć normalnie"?

Normalnie, czyli mając prawo do własnych wartości i poglądów, do szacunku. Żyć godnie w kraju bez przemocy, bez wykluczania i uciszania. Żyć w kraju, w którym chce się żyć z wyboru.

Jesteś z rocznika 2002, tuż po maturze.

Wyniki będą 5 lipca, będę wtedy na wolontariacie w Afryce. Kończyłam liceum nr 64 im. Witkacego w Warszawie. Byłam przedostatnim rocznikiem, który jeszcze się uczył w gimnazjum.

Padłaś ofiarą deformy edukacji Anny Zalewskiej.

Ale moje liceum było dosyć liberalne, tzw. szkoła eksperymentalna. Lekcje trwały godzinę, a nie 45 minut, mieliśmy swoje klasy, więc nie chodziliśmy jak te wędrujące mrówki. To nauczyciele do nas przychodzili, można było się zadomowić, przemalować ściany. Nauczycielki i nauczyciele wspierali nasze zaangażowanie, pasje naukowe i aktywistyczne, wręcz zachęcali do udziału w demonstracjach, np. w obronie klimatu. My z kolei wspieraliśmy strajk nauczycielski w kwietniu 2018. Koleżanka wymyśliła akcję malowania na chodnikach napisu "Murem za nauczycielami", m.in. pod gmachem MEN.

Ktoś do was wyszedł? Tłumaczył młodzieży, że jest w błędzie?

Jakiś pan z wiaderkiem i szmatą starannie zmywał napis. Taka forma dialogu.

Z naszymi nauczycielkami spotykaliśmy się zresztą czasem na demonstracjach, jak mieli akurat okienko. Wspierali nasze przygotowania do olimpiad; jeśli np. ktoś jest ścisłowcem i szedł na olimpiadę chemiczną, dawali luz na innych przedmiotach, dobrze reagowali na okazywanie solidarności z osobami LGBT. Jak władze zrobiły zadymę wokół tęczowych piątków, to zrobiliśmy "kolorową przedsobotę", była kawiarenka, upiekłyśmy ciastka, nauczyciele i nauczycielki też kupowali. Wymyśliła to osoba uczniowska...

???

Tak mówię, bo jest osobą niebinarną.

Jeszcze to! To liceum jest jak koszmar senny Kaczyńskiego, Czarnka, całej narodowej formacji prawicy. Wojska Ochrony Terytorialnej powinny natychmiast przystąpić do okupacji. Idealna szkoła według Anny Maziarskiej?

Były też minusy. Każde z nas wybierało dwa rozszerzenia, czasem ciekawe zestawienia: polski i chemię wybrała koleżanka, która idzie na konserwację sztuki na ASP. Od drugiej klasy rozbiegaliśmy się po blokach zajęć, razem mieliśmy tylko polski i godzinę wychowawczą, trochę za mało było kontaktów. Bardziej skupiałam się na własnych projektach i lataniu na demonstracje, nie pielęgnowałam tych relacji. Obudziłam się z ręką w nocniku.

Samotność aktywistki?

Szkoła jako miejsce życia jest bardziej potrzebna niż myślałam, czas pandemii pokazał, jak bardzo. Dużo osób miało załamania załamania psychiczne, wiadomo, że wzrosła liczba problemów psychicznych, prób samobójczych, samookaleczeń - w całej Polsce.

Uczyć się, jak się okazuje, można samemu: w sieci są e-podręczniki, masa kursów on line, ale szkoła powinna dawać oparcie, uczyć życia z innymi. Nasze nauczyciele i nauczycielki zachęcali nas zresztą do tego, organizowali zimową szkołę - mamy taką formułę zamiast zielonej szkoły - zachęcali do pracy w zespołach, do łamania schematów, poczynając od ławek: można je ustawiać dowolnie, nawet w takiego “ślimaka”, byle każdy się dobrze czuł.

Oczywiście wiem, że żyłam w bańce szkoły warszawskiej, liberalnej, żoliborskiej. Że nastawienie naszej szkoły na społeczne kontakty, pasje naukowe i obywatelski aktywizm to rzecz wyjątkowa, bo większość szkół mniej lub bardziej skutecznie niszczy ten najważniejszy w życiu człowieka czas rozwoju społecznego i intelektualnego. Sprowadzają obecność w szkole do nauki zgodnej z podstawą programową, wkładając uczennicom i uczniom do głowy, że są w szkole po to, by walczyć o oceny.

Paradoksalnie, uczymy się po to, by nauczyciel był z nas zadowolony i wystawił dobry stopień.

Jako uczestniczka IV edycji programu "Jestem liderką" organizowanego przez polski oddział Vital Voices (globalnej organizacji wspierającej kobiety założonej w 1997 roku przez Hillary Clinton i Madeleine Albright - red.) uczestniczyłam w czerwcu 2021 roku w spotkaniu z wiceambasadorką Izraela. Mówiła, że u nich od pierwszej klasy dzieci są zachęcane do zadawania pytania, bo inaczej - jak to nazwała - nie da się naprawić świata. Nie da się nic zmienić bez próby zrozumienia obecnej sytuacji i zapytania, co można zmienić, co się nie zgadza.

W polskiej szkole zadawanie pytań jest traktowane jako słabość, dzieci są wręcz karcone, poniżane, że czegoś nie wiedzą.

Wiele osób się zniechęca, nie ma śmiałości. Zniszczona zostaje ogromna naturalna chęć poznawania, posiadania wiedzy. Dzieci uwielbiają zadawać pytania, każdy rodzic to wie.

Oj tak.

Karcenie za ciekawość to przejaw pruskiego modelu edukacji, jaki u nas dominuje.

Porządek, dyscyplina, ławki i umysły ustawione w rządek.

A skąd się wziął twój aktywizm?

Rodzinne wychowanie przez mamę, która jest Białorusinką i tatę, dziennikarza Wyborczej. Chodziłam z nimi na wybory, chodziłam na demonstracje. Nauczyłam się widzieć, że wszystko jest polityczne, jeździłam trochę po Europie, w Berlinie byłam miesiąc podczas międzynarodowego programu teatralnego “30.past.89” opowiadającego o zmianach w Polsce, Rosji i Niemczech w latach 80. i później. To uczy dystansu, spojrzenia z innej perspektywy.

Dorastałam za rządów PiS, ale nie zostałam przez nie ukształtowana. Dużo czytam, ostatnio głównie lektury feministyczne, książkę Michelle Obamy i Rebekki Solnit, feministycznej dziennikarki i eseistki z USA, oglądam dokumenty filmowe. Jak miałam 16 lat, postanowiłam sobie codziennie oglądać Fakty TVN i czytać Wyborczą - najpierw się zmuszałam, ale teraz już chcę być na bieżąco z tym, co dzieje się na świecie, przekładam to sobie na polskie realia. Jak były protesty po zabójstwie George'a Floyda, zadałam sobie pytanie, jakie mniejszości są w Polsce represjonowane.

A fakt, że mama jest Białorusinką?

Kiedyś to była taka ciekawostka, teraz nabrało ogromnego znaczenia. Zaczęło się od wyborów w sierpniu 2020, głosowałam oczywiście na Swiatłanę Cichanouską.

W ambasadzie.

Nie, w Mińsku, akurat odwiedzałam babcię.

Znalazłam się w środku tego kotła, nagrywałam demonstracje, na Instagramie puszczałam filmy i relacje jak policja strzela do ludzi. To była inna niż polska lekcja polityki, bardzo mocna.

Białoruś miała swoje pięć minut, teraz świat zapomniał o niej - to straszne, jak szybko przemija uwaga mediów. Gdy były pożary w Australii, to przez chwilę cały świat o tym mówił, a potem nikt. Staram się śledzić dalej, co z tymi pożarami i oczywiście, co z Białorusią. Analizuję, dlaczego białoruska oficjalna flaga wygląda tak a nie inaczej, dlaczego z babcią rozmawiamy po rosyjsku. Kiedyś mówiłam, że jestem pół-Białorusinką, teraz przedstawiam się jako i Polka, i Białorusinka. Zresztą nie czuję potrzeby mieszkania w żadnym konkretnym kraju, nie wiem, gdzie spędzę życie.

Jak się to wszystko ma do nowelizacji prawa oświatowego, jaką zapowiada rząd Morawieckiego? Ministr Czarnek poprzez kuratorów ma zyskać kontrolę nad odwoływaniem i powoływaniem dyrekcji szkół, chce wprowadzić cenzurę obecności w szkole organizacji społecznych, nad dyrektorkami wiszą trzy lata więzienia za niedopełnienie obowiązków, które zdefiniuje kurator. Może on także wystąpić o skreślenie z listy szkoły społecznej...

Ktoś powiedział, że jeszcze będziemy tęsknić za panią Zalewską.

I faktycznie - Czarnek jest przerażający.

Minister edukacji, który próbuje odebrać wolność i autonomię szkołom, jest seksistą i homofobem.

Ta nowelizacja jest próbą wprowadzenia skrajnej kontroli szkół przez rząd. Byłam niedawno w Ambasadzie Węgier i zapytałam panią ambasadorkę o to, dlaczego jej zdaniem Polska idzie za Węgrami w ograniczaniu demokracji, sądów, mediów, odbieraniu praw osobom LGBT. Uprzejmie zaprzeczyła, że nie widzi niczego takiego, o czym mówię i podkreśliła, że przecież na Węgrzech zalegalizowano związki partnerskie.

Co akurat jest prawdą. A zarazem uchwalono zakaz "propagandy homoseksualnej", podobny do rosyjskiego.

I w Polsce, i na Węgrzech wprowadzane są rządy autokratyczne. Zaczęło się od sądów, potem była nagonka na nauczycieli, edukację seksualną, zakaz aborcji, atak na LGBT, wszystko, co się wiąże z seksualnością.

Rząd się zorientował, że przejęcie sądów i mediów nie zatrzyma buntu, więc trzeba zmienić mindset, nastawienie, poprzestawiać ludziom mózgi i to najwcześniej się da.

Stąd uderzenie w szkoły, jak w "Nowym wspaniałym świecie", gdzie dzieciom podczas snu puszczano nagranie, jak wspaniały jest świat, chłonęły to jak gąbka.

Uderzenie w szkoły idzie przez kontrolę dyrekcji. Jaki jest dyrektor twojej szkoły?

Dyrektorka. Czułam się z nią zawsze bezpiecznie, w każdym momencie można było na niej polegać. Jak były na nasze liceum nagonki mediów czy kuratorium, to broniła szkoły, umiała wojować, bronić wyjątkowości naszej szkoły.

Autorytet zdobywa się stając za swoimi uczniami i pracowniczkami. Poza tym pani dyrektorka popierała samodzielne myślenie, stawiała na rozwój każdego i każdej z nas.

Czy szkoły są w stanie się obronić przed zamachem na autonomię?

Mam cichą nadzieję, że możemy się przeciwstawić, bo te zmiany są tak beznadziejnie niemądre, uderzają w prawa uczniów, nauczycielek, rodziców, bunt może przyjść także w mniejszych miejscowościach i w wiejskich szkołach, gdzie samorządy dbają o swoje szkoły. Jeśliby wszyscy się zmobilizowali, to udałoby się to wszystko odrzucić. Zresztą jakaś posłanka PiS już mówiła, że to tylko projekty... Ale musieliby się jeszcze bardziej przestraszyć, że będzie duży protest.

*Anna Maziarska (rocznik 2002) - maturzystka 2021 w LO nr 64 im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Warszawie, wiceprzewodnicząca i przewodnicząca Samorządu Szkolnego, uczestniczka programu Warszawska Akademia Młodych Liderów 5.0 w Szkole Liderów i czwartej edycji programu "Jestem liderką" w Vital Voices Chapter Poland, od stycznia do maja 2021 pracowała w Warszawskim Centrum Wielokulturowym ucząc dzieci białoruskich migrantów i migrantek języka polskiego, w czerwcu 2021 wolontariuszka w warszawskim Punkcie Szczepień, w lipcu 2021 wyjeżdża do Kenii jako wolontariuszka kenijskiej fundacji KVDA. Feministka, aktywistka, członkini Rady Konsultacyjnej ds. Edukacji w Ogólnopolskim Strajku Kobiet.


https://oko.press/chca-nam-poprzestawiac-mozgi-a-my-chcemy-zyc-normalnie

 

sobota, 11 czerwca 2022

Armagedon ....

Wszystko, co ma początek, ma też koniec. Widzę nadchodzący koniec. Widzę rozciągającą się ciemność. Widzę śmierć.Wyrocznia Matrix

Tak mi się nasunęło ..;-)

        Ostatnio dochodzą do mnie zewsząd złe wieści, albo ktoś umarł i zazwyczaj jest to osoba młoda lub w średnim wieku, czyli nie jest to czas na umieranie lub też jest ciężko chora. Na ulicy, której mieszka moja mama wymarło chyba połowę mieszkańców i nie był to korona wirus, lecz choroby takie jak rak, udary, wylewy, wypadki itp. 

         Jakiś totalny Armagedon się dzieje w okolicy. Śmierć grasuje i hasa i nie zważa na nic, z reszta śmierć ma taką naturę, że jej to obojętne, kogo zabiera ważne, aby się jej w papierach zaświatowych zgadzało.

            Szczerze mówiąc nie widzę w jasnych barwach przyszłości świata i Polski. Jak Ukraina przegra wojnę z Rosją to Polska jest następna i poddamy się w ciągu dwóch dni. Bo sorry jak patrzę na polskie ulice to ani nie widzę siły, mocy ani witalności w tym narodzie. Ludzie się ledwo suną po ulicy. 

         Rozmawiam z ludźmi i widzę jak borykają się ze swoimi dolegliwościami, chorobami; niedoczynność tarczycy, Hashimoto, nadczynność tarczycy, raki, kłopoty z biodrami, astmy, kłopoty ze sercem i krążeniem zarówno kobiety jak i mężczyźni są w kiepskiej formie witalnej.  Jak patrzę na Ukraińców, którzy gołymi rękami zatrzymują wojskowe samochody to nie widzę abyśmy my Polacy mieli jakąś siłę i wolę walki.  Nie obronimy się przed ruskimi nie mamy umiejętności walki i życia w trudnych warunkach a zabawa w terytorialsów nic nie da.  

          Miedwiedeiw były prezydent Rosji pozwiedzał, że Rosja będzie panowała od Władywostoku po Lizbonę a celem jest Euroazja połączenie kontynentów. Te jego cele brzmią niewiarygodnie wręcz śmiesznie, ale jak patrzę na opieszałość USA i Europy z dawaniem broni Ukrainie i ociąganiem się z sanacjami to widać, komu oni naprawdę kibicują. 

         Zważywszy na chęć Europy zachodniej na ubogacanie kulturowe i jedno wielkie Multi kulti to szczerze mówiąc nie widzę tego dobrze. A jak ruscy wejdą do Polski to nas przygwałca  dosłownie i w przenośni na dziesięć sposobów i gorzej niż Ukrainę. 

          Co prawda Ukraina jeszcze walczy, ale czy wygra? Hm mam wątpliwości. Kibicuję jej, bo oni dają nam czas na to, aby przygotować się na to, co nadejdzie, są taką bramą do Europy póki walczą my jesteśmy bezpieczni. Ciekawa jestem ile mamy jeszcze czasu…

Spodobała mi się ta piosenka;